Przyjaciele

motoguzziworldclub.it

forzaitali.apl

moto44

motoguzzi.pl

  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska
  • MotoGuzzi Klub Polska

Sponsorzy

 

bp techem

motormania

italmoto

motoguzzi.pl

Przez Alpy do Mandello del Lario Drukuj Email
Klubowy Wyjazd do Mandello del Lario na GMG 2011 zaplanowany był już od dawna. Impreza odbywała się tradycyjnie co dwa lata w połowie września, ale tym razem przerwa trwała cztery lata. Ponieważ tegoroczny zlot wiązał się z obchodami 90 lecia Moto Guzzi i można się było spodziewać ogromnej frekwencji, już na przełomie lutego i marca rozglądaliśmy się za jakąś bazą. Było to na tyle późno, że właściwie tylko dzięki Tomkowi oraz pomocy naszych włoskich przyjaciół udało się zarezerwować ostatnie wolne miejsca na campingu w samym Mandello.

Skład naszej lubelskiej ekipy, na skutek przeróżnych wydarzeń losowych, uległ redukcji z 9 do 5 osób. Nasza trójka w składzie: Prezes, Marcin i ja, startujemy już w sobotę, chcemy przez tydzień polatać po Alpach, tymczasem Piotr z Arkiem mają wyjechać dopiero w środę i dotrzeć na miejsce w dwa dni. Po drodze w Krakowie zgarniamy Tadeusza. W Czechach dołączą jeszcze Artur i Grzegorz z Nowogardu. Jedziemy zatem w sześć motocykli.

Pierwszy etap to Leśna u Znojma w Czechach, gdzie zaplanowany mamy nocleg i zwiedzanie tutejszego muzeum motocykli. Niestety, mimo wcześniejszej rezerwacji domków, na działającym przy muzeum campingu, zastajemy zamkniętą bramę i zmuszeni jesteśmy szukać spania w innym miejscu.

Następnego dnia, nawet nie zatrzymujemy się w Leśnej, przez Znojmo lecimy do Sigmundsherberg w Austrii, gdzie zwiedzamy muzeum motocykli działające tu od 1980 roku. Wiele ciekawych eksponatów, jest co pooglądać, a i Le Mans stoi w tutejszej kolekcji!

Nasza trasa wiedzie przez Horn i dalej malowniczą doliną rzeki Kamp (Naturpark Kamptal). Droga wije się uroczo między płynącą obok rzeką a ścianą wąwozu dając przedsmak tego co czeka nas w Alpach. Za Krems podziwiamy Opactwo Benedyktyńskie Gotweig, z racji efektownego położenia nazywane austriackim Monte Cassino. Mijamy Mariazell i wjeżdżamy w Masyw Hochschwab. Okoliczne szczyty z białego wapienia sięgają 2255 m n.p.m i naprawdę robią wrażenie! Malownicza droga nr 24 wiedzie pustą i dziką doliną Salzy, we wspaniałej scenerii dziewiczego krajobrazu górskiego. Rzeka znana jest amatorom raftingu i kajakarstwa górskiego, ale i dla motocyklistów ta dolina, to wymarzone miejsce! Prawie 60 km krętych asfaltów sprawia, że w miarę odkręcania manetki zapominasz o podziwianiu okolicznych widoków i musisz skoncentrować się na wyborze właściwego toru jazdy.

Przez Palfau i St.Gallen, Admont docieramy do Liezen podziwiając po drodze alpejskie szczyty oraz malownicze austriackie miasteczka. Nocujemy w Bad Mitterndorf w przytulnym pensjonacie. Wieczór spędzamy nad kufelkiem lokalnego piwa wymieniając się wrażeniami z dzisiejszego dnia i planując dalszą trasę.

Kolejny dzień zaplanowany jest bardziej lajtowo. Jedziemy do Bad Aussee, skąd kierujemy się nad malownicze jezioro Grundlsee. Co ciekawe widzimy tu po raz pierwszy znaki zakazu ruchu motocykli! ... obowiązują w godzinach 22.oo-6.oo! Jak widać austriacy bardzo dbają o spokój kuracjuszy w swoich uzdrowiskach. Zatrzymujemy się w Gößl¸ chcemy bowiem zobaczyć owiane tajemnicą jezioro Töplitzsee. Musimy w tym celu odbyć półgodziny spacerek. To położone w odludnej okolicy, niepozorne jeziorko, otoczone prawie dwutysięcznymi szczytami, ma ponad 100 m głębokości. W okresie II wojny niemiecka Kriegsmarine miała tu tajną bazę i prowadziła badania i próby z torpedami i minami głębinowymi. Pod koniec wojny w jeziorze naziści zatopili kilkadziesiąt skrzyń. Część z nich wydobyto podczas ekspedycji zorganizowanych w latach pięćdziesiątych i osiemdziesiątych znajdując między innymi ogromne ilości doskonale sfałszowanych funtów szterlingów. Jezioro nadal więc rozbudza wyobraźnię poszukiwaczy skarbów...My trafiamy na inny skarb! W stojącym przed jednym z domów busiku dostrzegamy zabytkowe, czerwone Moto Guzzi, jest to model 2CV z 1926 roku! Sprzęt jest przypięty pasami, przygotowany do transportu - pewnie w drogę do Włoch - myślimy! Po chwili udaje nam się porozmawiać z właścicielem. Gucio jest w jego rękach od trzydziestu lat a wczoraj właśnie wrócił z rajdu zabytków gdzie brał udział w regularnych wyścigach!

Kolejnym naszym celem jest Hallstatt, malowniczo położone miasteczko u stóp pionowo spadających do jeziora szczytów masywu Dachstein. Dojazd do osady prowadzi wykutymi w skałach tunelami. Hallstatt zaliczyć można do najstarszych osiedli ludzkich. Znaleziska archeologiczne z tego regionu datowane są na 4500 lat. Już w tamtych czasach powyżej miasta odkryto słupy solne i zaczęto wydobycie tego cennego minerału. Sól sprzedawano na obszarze całego Starego Świata, odbiorcami byli Grecy, Etruskowie a potem Rzymianie. Przyczyniło się to do rozwoju osady i powstania jej bogactwa. Między VIII a IV w p.n.e. ukształtowała się tutaj odrębna, bardzo bogata kultura zwana halsztacką.

Żal opuszczać to urocze miejsce ale ruszamy dalej. Jedziemy przez przełęcz Gschütt, drogą przecinającą rozległe tereny leśne, w kierunku Werfen robiąc krótki wypad nad Jezioro Gossausee. Szkoda, ale brakuje czasu na zwiedzenie okolicznych atrakcji. Mijamy wąwóz Lammerklamm i przejeżdżamy u stóp zamku Hohenwerfen z IX wieku. Kręcono tu film " Tylko dla orłów" z Richardem Burtonem i Clintem Eastwoodem. Trochę rozczarował mnie brak tej pamiętnej kolejki linowej. Pełne napięcia ujęcia kręcono na kolejce linowej w Ebensee a reszta to już zabieg czysto filmowy.

Nocujemy nieco dalej, na campie Vierthaler z piękną panoramą całego masywu Tennen Gebirge, tonącego w pastelowych światłach zachodzącego słońca.

Kolejny dzień to malowniczy przejazd drogą 164 do Saalfelden, trasa wiedzie u podnóża masywu Hochkönig pokonując przełęcze Dientner Sattel i Filzen Sattel. Przez Zell am See docieramy do Bruck, gdzie zaczyna się główny cel naszej dzisiejszej trasy, droga nr 107 czyli legendarna wręcz, reklamowana jako najpiękniejsza droga panoramiczna w Alpach, Großglockner Hochalpenstrasse.

Droga biegnie przez Park Narodowy Wysokie Taury do stóp najwyższego szczytu Austrii Großglocknera (3798m n.p.m.). Przejazd dla motocykla kosztuje 18 EUR ale warto! Droga wije się 36 serpentynami na odcinku 48km. Co prawda najwyższy punkt trasy to mierzący 311 metrów tunel Hochtor na wysokości 2504 m n.p.m. my jednak, ślepą, wybrukowaną bazaltową kostką drogą, wyjeżdżamy na położony dużo wyżej 2571 m n.p.m. Edelwaißspitze. Ten jedyny dwuipółtysięcznik w Austrii, na który można wjechać samochodem, jest w większości opanowany przez motocykle i mimo, iż to środek tygodnia, trudno zaparkować nasze maszyny. Pogoda przepiękna, wręcz upalnie, krajobraz jest zniewalający, podziwiamy niezwykła panoramę. Wielki Dzwonnik jest z tego miejsca niemal niewidoczny, zza grani wystaje jedynie sam jego wierzchołek, za to z naszego szczytu widać ponoć 37 trzytysięczników i 19 lodowców, a w dole, czarna nitka asfaltu wije się wśród zielonych łąk. Ta sama sceneria, o tej samej porze roku, gdy byłem tu 4 lata temu, tonęła w śniegach. Zupełnie inne wrażenia!

Wśród tłumu motocyklistów, spotykamy pierwszych guzzistów zmierzających jak i my na 90-lecie. Krótkie rozmowy, pozdrowienia, ruszamy dalej.Na całej trasie większość pojazdów to bike'i wszelkiej maści, także zaprzęgi z wózkiem i trajki. Wśród samochodów, z racji pięknej pogody, sporo kabrioletów. Wszyscy mają dużą frajdę z jazdy...

Skręcamy jeszcze do przełęczy Franz-Josefs-Höhe (2369m n.p.m.) by zobaczyć Großglocknera w całej okazałości oraz spływający u jego stóp jęzor największego lodowca w Alpach Wschodnich - Pasterze. W znajdującym się tu centrum turystycznym można obejrzeć kilka wystaw tematycznych, w tym specjalną: "125 lat historii motoryzacji". Na półkach modele samochodów, stoi tu też kilka zabytkowych motocykli, ale przy odrobinie szczęścia ciekawsze egzemplarze można zobaczyć na parkingu przed budynkiem. Oprócz motocykli współczesnych udało się nam wypatrzeć stare BMW, NSU, trafia się i Norton. Kiedy startujemy w dalszą trasę, na parking, podjeżdża piękne zabytkowe torpedo w aluminiowym nadwoziu z lat trzydziestych!

Zjeżdżamy w dół do Heiligenblut. Kierujemy się w kierunku Plöcken Paß. Ta leżąca na granicy włosko-austriackiej przełęcz o wysokosci 1360 m n.p.m. od północy nie jest może specjalnie atrakcyjna, ale na włoską stronę opada bardzo stromym zboczem. Droga została tu poprowadzona aż 21 śmiałymi serpentynami z których roztaczają się wspaniałe widoki, a to tygrysy lubią najbardziej...! W każdym razie my, śmigając w dół, na południową stronę z pewnością nie czujemy się rozczarowani.

Czas goni i nie możemy sobie pozwolić na robienie wielu zdjęć. Musimy jeszcze objechać całe Alpy Karnickie by dotrzeć do celu. Za Paluzza skręcamy na drogę 465, i dalej przez Sappadę jedziemy na San Pietro di Cadore. Towarzyszy nam prawdziwie włoska sceneria, malownicze serpentyny, stare drewniane domki przyczepione do stromych zboczy. Pod wieczór, nad górną granicą modrzewiowego lasu pojawiają się już potężne szczyty Dolomitów. Nocleg znajdujemy w Auronzo.

Następnego dnia wyruszamy na nasze "Giro delle Dolomiti". Ruszamy w kierunku Cortiny d'Ampezzo. Przed nami wyrastają białe ściany Cristallo(3216), pniemy się krętą szosą w górę by przez przełęcz Passo Tre Croci(1809) zjechać do stolicy Dolomitów. Widoki zapierają dech w piersiach. Ze wszystkich stron wyrastają trzytysięczne monumentalne masywy. Szkoda, że nie możemy sobie pozwolić, na zdobycie któregoś ze szczytów eksponowaną "via ferratą", lub choćby na wjazd jedną z wielu kolejek linowych. Dane nam jednak nawijać kilometry i zdobywać kolejne przełęcze, podziwiać otaczające nas góry z różnych stron i perspektyw, połyskujące coraz to innymi barwami zależnie od pory dnia i oświetlenia.

Kolejnym celem jest Passo Giau-2236m n.p,m, maksymalne nachylenie 17% i po obu stronach łącznie 53 zakręty. Im bliżej przełęczy tym więcej mijamy motocyklistów i kolarzy. Bez wątpienia jesteśmy w raju miłośników dwóch kółek. Robimy wszyscy pamiątkowe fotki na tle Monte Averau, oraz przy tablicy z nazwą przełęczy i łycha w dół! Asfalty marzenie! Każdy jedzie swoim tempem wpadając w ten magiczny rytm przekładania motocykla z jednego winkla w drugi. Nie jadę specjalnie agresywnie a i tak kilka razy przycieram podesty swojej Californii.

Dalsza nasza droga prowadzi przez Caprile na przełęcz Passo di Fedaia 2047, nachylenie 16% i kolejne 21 agrafki. Zatrzymujemy się nad sztucznym zbiornikiem u podnóży Marmolady - 3342m n.p.m. Północna ściana "królowej Dolomitów" łagodnie schodzi do jeziora potężnym lodowcem. Za Canazei wracamy na główną drogę dolomicką SS48 i wjeżdżamy na Passo Pordoi. Maksymalne nachylenie trasy wiodącej przez ta przełęcz wynosi tylko 8% lecz składa się z 50 dających wiele frajdy zakrętów. Duży ruch nieco psuje frajdę z jazdy. Na przełęczy masa motocyklistów wśród których znowu spotykamy bratnie dusze na Moto Guzzi. Z przełęczy podziwiamy południowe ściany Sass Pordoi nad którymi unosi się kilkanaście kolorowych skrzydeł. Latanie w takiej scenerii to dopiero musi być frajda!

Nie pozostaje nam nic innego, jak oddać się naszej pasji - lataniu po winklach! Zjeżdżamy w dół. Jarek kręci filmiki aparatem trzymanym w lewej ręce! Dalsza droga wiedzie dookoła pasma Selli przez pzrzełęcz Campolongo (1875 m 10% 15 zakrętów) i dalej do Covarry. Nad wąskim dnem doliny góruje masyw Piz Boe o wysokosci 3151 m. Z Colfosco (stary wiejski kościołek z XV w) wspinamy się na Passo Gardena (2121m , 12%, 22 zakręty) i dalej na Passo Sella(2244m) Na przełęczy, we wspaniale położonym u stóp Sassolungo rifugio robimy krótki postój zajadając się włoską pizzą. Dalsza nasza trasa wiedzie doliną Val di Fassa i drogą 241 przez przełęcz Passo di Costalunga (1745m) do Bolzano. Musimy przebić się przez miasto na drogę 508, która wiedzie doliną Valle Sarentina. Ku naszemu zaskoczeniu wjeżdżamy w dziką malownicza okolicę. Szosa wije się zboczem głębokiego skalnego wąwozu wgryzając się w jego strome ściany ciemnymi tunelami. Za kolejnym zakrętem, po przeciwnej stronie doliny pojawia się śrdniowieczny zameczek. Na naszej trasie jeszcze mijamy ich jeszcze kilka.

Za Sarentino wjeżdżamy w dziką i całkiem odludną Vall di Pennes. Pniemy się mozolnie do góry łagodnymi serpentynami. Przez grań przelewają się ciemne chmury i spływając w dolinę tworzą nastrój podkreślający surowość otaczającego nas krajobrazu. Robi się coraz chłodniej, co nie dziwi gdyż po raz kolejny dzisiaj przekraczamy pułap dwóch kilometrów osiągając siodło Passo di Pennes (2211m). Z przełęczy roztacza się piękny widok na Alpy Zilertalskie. Odległe szczyty zlewają się z chmurami tonąc w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Zjazd do Vipiteno dostarcza wiele frajdy i jest miłym ukoronowaniem pełnego wrażeń dnia.

Jak zawsze dotychczas i następny ranek wita nas piękną, słoneczną pogodą. To ostatni dzień przeznaczony w naszych planach na dojazd do Mandello. Chcemy być na miejscu wczesnym popołudniem więc musimy zweryfikować nasze dzisiejsze plany. Z "grafika" wypadają przełęcz Passo del Rondo(2491m) znana lepiej jako Timmelsjoch i Passo di Gavia(2621m). Szkoda, ale pocieszamy się że coś trzeba sobie zostawić na kolejne wyjazdy. Musimy zatankować przed wjazdem w wysokie góry. Jakiś Włoch wskazuje nam drogę do najbliższej stacji benzynowej, ta okazuje się w remoncie i trochę błądzimy po mieście nim znajdujemy następną. Przy okazji drobna uwaga dotycząca tankowania we Włoszech. Stacje benzynowe spotkamy tu dużo rzadziej niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni, po godzinie 18 zwykle nieczynne. W małych wioskach są też często stacje automatyczne, gdzie nie zawsze można użyć karty płatniczej, musimy mieć odliczone 5,10 lub 20 euro. Warto mieć powyższe na względzie i zawsze mieć możliwie pełen zbiornik paliwa.

Ruszamy w kierunku Passo di Monte Giovo (Jaufenpass 2094m). Pniemy się do góry krętą drogą wśród sosnowych i modrzewiowych lasów. Z siodła przełęczy, rozpościera się wspaniały widok na naszą drogę i odległy łańcuch Alp Stubaiskich. Pamiątkowe fotki i ruszamy na drugą stronę. Na trasie z Vipiteno pokonaliśmy prawie 1200 m w pionie, teraz czeka nas kolejne 1400m w dół. Zjazd do doliny Passiria jest mocno eksponowany i wymaga ostrożności. Słonecznymi zakosami rozgrzanego asfaltu zjeżdżamy do San Leonardo i dalej dnem doliny do uroczego Merano. Przebijamy się przez zatłoczone o tej porze miasto i Naturno, Silandro docieramy do doliny Trafoi, która doprowadzi nas na Passo dello Stelvio.

Droga przez przełęcz (2757m n.p.m) została poprowadzona w 1820 roku jako połączenie między Tyrolem a austriacką wówczas Lombardią. Po wschodniej stronie podjazd liczy 48zakrętów i na 28 kilometrach pokonuje 1870m przewyższenia, po zachodniej na 22 kilometrach 39 zakrętów i 1540m przewyższenia. Mijamy masę motocyklistów, w końcu każdy szanujący się biker chce zaliczyć najwyższą przejezdną przełęcz Alp wschodnich. Coraz częściej można dostrzec jeźdźców na guciorkach, zmierzających, jak i my, na GMG. Podjazd trwa dość długo, ciasne i strome zakręty wymagają uwagi, ale też nie sposób nie stawać co chwila by podziwiać i fotografować piękną scenerię. Na przełęczy robimy krótki postój. Atmosfera trochę odpustowa, wszędzie stragany z pamiątkami. Tadeusz jak i na innych przełęczach zostawia ślad naszej bytności przyklejając klubową naklejkę na tablicy z nazwą przełęczy w samym środku S.

Zjeżdżając w dolinę rozkoszujemy się jazdą, zdając sobie sprawę, że to koniec naszej alpejskiej odysei i śmigania po alpejskich serpentynach.

Tak jak zaplanowaliśmy w czwartek po południu wpadamy na drogę wzdłuż jeziora Como , która prowadzi do celu naszej wyprawy. Wszędzie widać, że okolica jest opanowana przez motocyklistów. Meldujemy się na campingu Continental w Mandello, gdzie gorąco wita nas Pasquale, Jola oraz Jasiek z Olą. Wszędzie w koło motocykle z orłem na baku i towarzystwo z całej Europy. Trudno zaparkować motocykle, tak ciasno. Wieczorem udajemy się na krótki rekonesans po miasteczku. Przed snem tradycyjnie tylko lampka wina chyba bo dokładnie nie pamiętam i spać bo jutro zaczyna się święto Moto Guzzi.

W piątek o godz. 10.00 zgodnie z planem spotykamy się w miasteczku Abbadia Lariana z Jackiem, Michałem, Pawłemi Bartkiem i reszą ekipy z Warszawy.Podpisujemy naszą klubową flagę, która okaże się ważnym akcentem naszej obecności w Mandello. Wsiadamy na motocykle i razem ruszamy pod fabrykę, gdzie czeka na nas długa kolejka do rejestracji. Wszędzie tłumy ludzi z trudem parkujemy motocykle wzdłuż głównej ulicy. Już widać, że będzie to największe GMG w historii. Trochę zamieszania, dla niektórych aż dwie godziny stania w kolejce, ale wreszcie mamy wejściówki plus kilka okolicznościowych gadżetów zawartych w pakiecie. Zaczyna się fotografowanie i podziwianie co ciekawszych motocykli na parkingu. Jest tego maę, a to dopiero przedsmak tego co zobaczymy w sobotę.W międzyczasie dojeżdża Paweł z kolegami z Golubia.

Po nawinięciu kilku kilometrów po mieście na butach postanawiamy z Jarkiem, Marcinem, Tadkiem i Arturem zaliczyć wjazd malowniczą, pnącą się po stromych zboczach drogą do Morterone, gdzie rok temu nasi koledzy uczestniczyli w zlocie MG Club Mandello del Lario z okazji ich 10-lecia.

Wieczorem spotykamy się w parku nad brzegiem jeziora gdzie tradycyjnie odbywa się główna impreza. Dołącza do nas Arek i Piotr, którzy dojechali w piątek po południu.

Całą powierzchnię parku zajmują namioty i motocykle, na centralnym placu scena na której trwa koncert a dalej pod zadaszeniem ogromna ilość stołów i kilka tysięcy ludzi. Udaje się nam znaleźć wolne miejsca przy stołach i wreszcie możemy pogadać i napić się piwa z kolegami, z którymi łączy nas wspólna pasja. Jesteśmy w miejscu gdzie 90 lat temu zaczęła się historia Moto Guzzi!

W sobotę w Mandello nie można znaleźć miejsca na zaparkowanie motocykla, główna ulica zakorkowana, wjazd pod fabrykę zamknięty ze względu na brak miejsc. Przed bramą MotoGuzzi tłumy ludzi. Wszedzie do zwiedzania wszystkiego ogromne kolejki. Na zlotowiczów czeka muzeum, otwarte hale montażowe i sklep w którym po bardzo promocyjnych cenach można zrobić zakupy. Jest też zbudowana na czas zlotu sala kinowa, w której prezentowany jest krótki film przedstawiający historię Moto Guzzi, ale przede wszystkim California w rocznicowym malowaniu i prototyp silnika 1,4litra, mający trafić do nowych motocykli.

Około południa cała polska ekipa robi wspólne zdjęcie przed głównym wejściem do fabryki. Następnie całe popołudnie mija na wspólnej wycieczce po Mandello.Wszędzie motocykle, sklepy od piekarni po meblowe wszystkie z gutkami na wystawach lub choćby jakimiś innymi akcentami firmowymi. Trzeba przyznać, że było bardzo dużo zabytkowych modeli oraz ciekawych maszyn customowych zbudowanych indywidualnie lub przez firmy tuningowe. Między innymi legendarne V8 o dziwo wystawione zwiedzającym na stacji benzynowej. Podobno są na świecie tylko trzy znane, kompletne i sprawne egzemplarze, może jeszcze ze trzy o których nie wiadomo. To z pewnością jeden z nich. Bardzo ciekawe motocykle zaprezentował firma Millepercento, w tym model Big Bore z chłodzonym cieczą silnikiem.

Na placu w centrum Mandello przy pomniku Carllo Guzziego odbyła się uroczystość wręczenia burmistrzowi Mandello del Lario flag narodowych klubów , które uczestniczyły w GMG. Znalazła się tam równiesz nasza polska flaga z logo MGCP.

Późnym popołudniem zaczęło padać i na ulicach było nieco luźniej. Ciasno za to zrobiło się pod zadaszoną częścią placu na terenie parku. Na scenie trwały koncerty, wręczanie nagród i pozostałe atrakcje zaplanowane przez organizatora. Włócząc się po mieście, odwiedziliśmy siedzibę MG Club Mandello del Lario, gdzie sam Prezes, stojący za barem polewał nam piwko. Czas upływał na rozmowach i mimo częstych barier jezykowych wszyscy doskonale się rozumieli. Tadeusz był w stanie dogadać się z każdym po polsku! Do póżnych godzin, przy zlotowych stołach, wspólnie z naszymi włoskimi kolegami, wśród których byli również znani większości Romolo czy nasz Pasquale, popijaliśmy piwko i inne trunki integrując się z klubami z Czech, Austrii, Francji i Malty. Ważną rolę w tej integracji odegrała Jola, którą mam wrażenie wszyscy zdążyli tam poznać. Ogólnie wszyscy świetnie się bawili a atmosferę tamtego wieczoru trudno opisać słowami. Po prostu trzeba było tam być. Mieliśmy okazję uczestniczyć w największym spotkaniu Guzzistów w historii i z pewnością impreza ta pozostanie na zawsze w naszej pamięci.

Oficjalnie podano, że zarejestrowanych na GMG było ponad 20 tysięcy uczestników z 50 państw w tym Australii, USA, Meksyku, Kanady i Japonii.

W niedzielę Mandello dalej żyło w rytmie dudniących wszędzie silników.Wielu motocyklistów wyruszyło w drogędo domu, wsród nich nasi przyjaciele: Tadeusz, Artur, Grzegorz oraz Jasiek z Olą. Jechali cały dzień jak się potem okazało w ciągłym opadzie deszczu a następnego dnia również deszczu ze śniegiem.Ja, Jarek i Marcin postanowiliśmy wyjechać w poniedziałek. Resztę dnia spędzamy więc na zwiedzaniu muzeum , fabryki i robienie zdjęć i zakupów.

Wiedząc o załamaniu pogody w Alpach, na drogę powrotną wybraliśmy trasę autostradą do Wenecji, potem Słowenia i Węgry ( niestety opad ciągły! szacun dla Wrony - jak on dał radę bez p-deszczówek!). Nocleg nad Balatonem gdzie czekali na nas Piotr i Arek z gorącą strawą i nie tylko!

Podsumowując, przejechaliśmy 4000 km w tym prawie połowę dystansu po jednych z najwyżej położonych drogach w Europie, podziwiając piękne alpejskie widoki i przywożąc moc niezapomnianych wrażeń.

Ukoronowaniem podróży był tak liczny udział w największych w historii Giornate Mondiali Guzzi, gdzie po raz pierwszy Polskę reprezentowało ponad 20 osób w tym 15 członków naszego MGCP.

Zapraszamy do oglądania galerii zdjęć.
Galeria zdjęć: kliknij

Jarek Kwiatkowski i Jarek Głąb

 
Valid XHTML 1.0 Transitional copyright: Moto Guzzi Club Polska | | Stronę odwiedzono 13439 razy.